poznan
Czy rura jest apolityczna? Analiza prac nad poprawkami do budżetu Poznania na 2018 r.
3 stycznia 2018

Szarża KE na PL. O czym warto wiedzieć

unia europejska

Na stronie internetowej Polskiego Instytutu Sprawa Międzynarodowych (PISM) ukazał się artykuł Sławomira Dębskiego p. t. „O kryzysie ustrojowym Unii Europejskiej”, w którym autor wykazuje brak podstaw legalnych do wszczęcia przez Komisję Europejską (KE) procedury badania praworządności w Polsce; patrz: http://www.ppd.pism.pl/Numery/1-72-2018/O-kryzysie-ustrojowym-Unii-Europejskiej#. Zainteresowanych odsyłam do tej analizy. Poniżej zaś pozwalam sobie syntetycznie przedstawić rozumowanie autora, który jest uznanym ekspertem spraw międzynarodowych i dyrektorem PISM.

Po pierwsze, autor zauważa, że państwa członkowskie Unii Europejskiej (UE) zgodziły się co do tego, że będą szanowały wartości państwa prawa, ale nie przyjęły uzgodnionej definicji tego pojęcia. „Tymczasem ich doktryny prawne rozwijały się w sposób suwerenny, a zakresy znaczeniowe terminów: państwo prawne, rule of law, de l’État de droit, Rechtsstaatlichkeit – użytych w różnych, równie ważnych wersjach językowych Traktatu o Unii Europejskiej (TUE) – nie są tożsame. Brak zdefiniowania w TUE pojęcia ‘państwo prawne’ oznacza, że wszystkie definicje wynikające z doktryn prawnych i iurisprudentia państw członkowskich funkcjonują w UE równolegle i mają równoprawne znaczenie”.

Po drugie, przypomina, iż UE „nie jest państwem, lecz organizacją międzynarodową o kompetencjach przekazanych jej przez państwa członkowskie”. Jednocześnie państwa członkowskie „nie dysponują formalnym prawem oceny tego, jak zorganizowany jest system sądownictwa w innym państwie członkowskim. Tego rodzaju ocena godziłaby w fundamentalną dla stosunków międzynarodowych zasadę poszanowania suwerenności. Oznacza to, że państwa członkowskie, zawierając umowę międzynarodową, jaką jest TUE, nie mogły w tym trybie wyposażyć KE w uprawnienia w dziedzinie, w której same takich uprawnień nie posiadały. Oznaczałoby to naruszenie ogólnej zasady wywodzącej się z prawa rzymskiego, zgodnie z którą nikt nie może przenieść więcej praw, niż sam posiada […]. Nie ulega zatem wątpliwości, że KE w oczywisty sposób przypisała sobie kompetencje, których nie mogła uzyskać w jedynym przewidzianym do tego trybie, a zatem w akcie prawa pierwotnego UE”. Mimo tego KE zdecydowała o uruchomieniu procedury dyscyplinującej państwo członkowskie na podstawie art. 7 TUE.

Po trzecie, skoro KE nie ma kompetencji do oceny organizacji polskiego sądownictwa, a w konsekwencji oceny praworządności w naszym kraju, to naruszyła zasady legalizmu działania organu publicznego, jakim niewątpliwie jest. Autor analizy wskazuje na daleko idące konsekwencje tej samowoli KE, stwierdzając: „To, że tak podstawowy element kultury prawnej, jak brak możliwości wyinterpretowania kompetencji […], nie jest KE znany, przeraża i grozi porządkowi prawnemu całej wspólnoty [całej UE] w znaczenie większym stopniu niż ewentualne skutki błędów popełnionych w procesie reform systemu sądownictwa w jednym z państw członkowskich, które to reformy z natury rzeczy ograniczone są wyłącznie do terytorium tego państwa członkowskiego”. Stawiając kropkę nad i, analityk ocenia: „trudno uciec od wrażenia, że KE próbowała zwiększyć swoje kompetencje względem nie tylko pozostałych organów UE, lecz także instytucji suwerennego państwa członkowskiego. Można nawet zaryzykować pogląd, że KE podjęła próbę przejęcie funkcji polskiego Trybunału Konstytucyjnego, co [przecież] nie ma żadnej podstawy traktatowej”.

Po czwarte, autor ustosunkowuje się do kwestii ewentualnej skargi Polski na KE do Trybunału Sprawiedliwości UE (TSUE). Zauważa, iż TSUE może tylko „rozstrzygać spory kompetencyjne między organami UE i państwami członkowskimi ‘w ramach i granicach’ przekazanych UE kompetencji. Sądownictwo [państwa członkowskiego] i jego organizacja do nich nie należą”. TSUE nie może więc rozstrzygać przedmiotowego sporu Polski z KE, na tej samej zasadzie na jakiej KE nie może dokonywać oceny polskiego sądownictwa. TSUE może jednak rozstrzygać kwestię legalności – a raczej nielegalności – działania KE w związku ze skierowaniem przez nią do Rady Europejskiej (w skład której wchodzą prezydenci albo szefowie rządów państw UE) wniosku o wszczęcie procedury dyscyplinującej Polskę na mocy art. 7 TUE. Analityk uważa jednak, że pomyśle dla Polski zakończenie sprawy wymaga raczej politycznego działania niż toczenia sporu o charakterze prawno-sądowym.

Po piąte, autor wskazuje na dalekosiężne skutki polityczne zainicjowania po raz pierwszy w historii integracji europejskiej „postępowanie zmierzające do wypchnięcia państwa członkowskiego poza UE, w związku z rzekomym poważnym naruszeniem europejskiego prawa”. Rozstrzygnięcie dokonane przez Radę Europejską – jak pisze analityk – „przesądzi o kształcie UE, jej praworządności, charakterze relacji między organami wspólnotowymi a państwami członkowskimi, także między państwami narodowymi uczestniczącymi w procesie integracji europejskiej. Być może przesądzi także o dalszym kierunku integracji europejskiej. Należy mieć świadomość, że polityczne ‘promieniowanie’ tej sprawy przez długie lata będzie wpływać na sytuację polityczną w Europie. Sprawa wszakże dotyczy zagadnień o największym politycznym ciężarze – suwerenności państw i relacji pomiędzy państwami narodowymi a organizacjami międzynarodowymi – i będzie przywoływana za każdym razem, gdy te będą nabierały jakichkolwiek cech ponadnarodowych (sekretariaty, komisje, systemy głosowania). […] Ewentualna porażka KE może powstrzymać tendencje federalistyczne na Starym Kontynencie przy jednoczesnym wzmocnieniu praworządności w UE. Może także zapobiec tworzeniu przez KE kompetencji własnych w oparciu o interpretację stojących przed nią zadań. […]. Z kolei porażka Polski może uruchomić procesy, których żadna siła polityczna w Europie nie będzie w stanie okiełznać. […] Z tego powodu, a także w interesie wszystkich państw członkowskich UE, wyprowadzenie Polski spod działania bezprawnej procedury dyscyplinującej stało się z dnia na dzień najpoważniejszym zadaniem dla polskiej polityki zagranicznej i europejskiej”.

Jak wynika z omówionej analizy, Polska ma ważkie argumenty i prawne, i polityczne, by doprowadzić do definitywnego zakończenia szarży wszczętej przez KE przeciw Polsce. Zakończenia jej w naszym, ale może przede wszystkim w interesie samej UE.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *